Minęło kilka dni od czasu mojego pierwszego spotkania z Adamem. Teraz mieszkamy razem w jego szałasie, zbudowanym z liści palmowych oraz drewna. Miło spędzamy razem czas.Niedawno razem nadawaliśmy imiona zwierzętom i roślinom. Najbardziej spodobała mu się 'dżdżownica', nazwa którą wymyśliłam ja, dla małej, różowej, pełzającej istotki. Nie mógł jej długo wymówić, bo plątał mu się język, co było bardzo zabawnym widokiem. Któregoś razu, Adam opowiadał mi o roślinach, jak smakują i jakie zwierzęta lubią je jeść. Zapytałam o czerwony owoc, o którym jeszcze nie wspominał. Odparł tylko, że to zakazany owoc i że Bóg powiedział, że nikt nie może go zjeść, po czym szybko zmienił temat. Ciekawe.
Wieczorem gdy leżeliśmy razem w szałasie, a tylko nasze głowy wystawały poza niego, tak aby dobrze widzieć wieczorne niebo, mówiłam Adamowi o gwiazdach. Że są piękne, malutkie i błyszczące i że słońce w nocy zamienia się w księżyc. Wydaje mi się, że go tym zainteresowałam, bo potem zbudował lunetę, z rulonika dużego liścia i kropli wody, która powiększała obraz i można było pomyśleć, że to wszystko jest tak blisko! Często później oglądaliśmy z Adamem gwiazdy i księżyc przez ową lunetę, a kiedy szeptał mi, że i tak nic nie dorówna mojej urodzie, parskałam tylko śmiechem, mówiąc, że ma dziwne poglądy. Moment, co to znaczy uroda?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz