wtorek, 29 września 2015
#4 deszcz
Minęło już parę ładnych dni od mojego pierwszego spotkania z Adamem. Mam wrażenie, że on zaczyna mnie unikać. Coraz częściej gdzieś chodzi sam, nie mówiąc mi o tym, a jeżeli już mnie o tym informuje to nie zawsze mówi do mnie miłym głosem jak kiedyś. Chyba się od siebie oddalamy. Pewnego dnia, powiedział mi, że idzie nazbierać nam owoców, na co zawołałam za nim, że wrócił prędko, bo będę się martwić. Nie odpowiedział nic i zniknął w drzewach. Potem poszłam na spacer po raju, w towarzystwie koni i królików. Słońce grzało jakoś bardziej niż zazwyczaj. Udałam się nad strumyk i zanurzyłam w nim swoje stopy. Gdy uniosłam głowę ku górze, aż zmarszczyłam brwi, bo białe niegdyś chmury, które wesoło latały po pięknym niebie, zmieniły teraz swoją barwę na szary. Czując krople wody spadającą na moje ramię, aż podskoczyłam ze zdziwienia. Po chwili, woda zaczęła spadać z nieba małymi kropelkami. Pomyślałam, że to może pada woda ze strumyka, ale nie, nie ubywało jej w nim. Skąd więc ta woda mogła się brać? Z chmur? A może... no oczywiście! To na pewno niebo płacze! - pomyślałam i porządnie się zmartwiłam. Jak to niebo płacze? Co mu się mogło stać? Niestety ale moje rozkminianie we łzach nieba nie było mi dane, bo nagle poczułam jak silne ręce Adama oplatają mnie w pasie i wyciągają z wody. "Co ty robisz, Ewo?! Szybko, do szałasu!" zawołał i pociągnął mnie za rękę w stronę naszego domku. Siedząc już spokojnie w pod liśćmi palm, zapytałam Adama czy wie co to spada z nieba. Odparł, że deszcz i że nie wie czy jest on szkodliwy, ale na wszelki wypadek wolał, żebyśmy schronili się pod dachem i przeczekali deszcz. Gdy wyjawiłam mu mą teorię na temat łez nieba, stwierdził, że 'za bardzo się przejmuję i w ogóle', ale potem mnie przytulił a ja usnęłam w jego objęciach nieco zmartwiona.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz