Adam mnie nie znienawidził. Adam pokochał mnie mocniej, gdy zostaliśmy zdanie tylko na siebie. Długo płakałam, przepraszając go za wszystko, mówiąc mu absolutnie wszystkie myśli, jakie nachodziły mi do głowy. Powiedziałam, że chciałam, żeby tylko był szczęśliwy,żeby mnie pokochał, chciałam ulepszyć jego nudne życie w raju u mojego boku, żeby nie tylko spędzał je ze mną, bo wiedziałam, że wcale nie o tym marzy. A teraz już nawet nie jesteśmy w naszym pięknym raju. Jak wielkim było dla mnie zaskoczeniem to, kiedy Adam w trakcie mojego monologu przytulił mnie mocno do siebie, mówiąc, abym przestała przepraszać. Z sekundy na sekundę zaczęłam się uspokajać w jego silnych i ciepłych ramionach, a szloch powoli opuszczał moje ciało. Gdy już całkowicie się uspokoiłam, Adam dotknął moich ramion i spojrzał mi głęboko w oczy. Położył dłoń na moim policzku i pogładził go kciukiem zaplatając sobie na palec kosmyk moich włosów. Patrzyłam załzawionymi oczami, w jego przepiękne szmaragdowe tęczówki, które o dziwo wcale nie wydawały się być wściekłe. Kąciki ust Adama lekko uniosły się ku górze a spomiędzy nich wyleciały pewnie wypowiedziane słowa, dzięki którym wiedziałam już po co żyję:
"Gdziekolwiek jesteś ty Ewo, tam jest mój raj."
Z pamiętnika Ewy
niedziela, 4 października 2015
#10 wygnanie z raju
Następnego dnia, gdy tylko się obudziłam spojrzałam na śpiącego Adama, który wyglądał tak niewinnie i spokojnie. Po zjedzeniu zakazanego owocu, nie czułam się jakoś inaczej, oprócz tego, że było mi nadal zimno (mimo, że świeciło słońce) i wolałam być opatulona liśćmi przy Adamie czując wstyd. Po kilku chwilach obudził się także Adam. Przywitał mnie lekkim uśmiechem po czym wstał i stwierdził, że musimy zmienić położenie, aby Bóg nas nie znalazł. Chodząc po polach i łąkach, ukrywając się wśród drzew czy strumyków, nagle usłyszeliśmy obydwoje bardzo znajomy nam głos. "Adamie? Ewo?". Zastygliśmy w miejscu chowając się za drzewem. Zieloną alejką szedł nikt inny jak Bóg a za nim formowała się świetlna poświata. Wyglądał na zmartwionego i chyba nas szukał. "Adamie? Ukrywacie się przede mną? Proszę wyjdźcie mi na spotkanie, tak dawno was nie widziałem." powiedział i nagle spojrzał prosto w naszą stronę, po czym na jego twarzy uformował się szeroki uśmiech. "Już po nas" - pomyślałam przerażona. Adam westchnął i wyszedł z ukrycia ciągnąc mnie za sobą. Skąd wiedział, że akurat tam się ukrywamy? Spuściłam wzrok a Bóg popatrzył na nas dziwnie. "Oh witajcie." powiedział dokładnie nas lustrując. "Witaj, Boże." powiedzieliśmy zgodnie. Adam mocno ściskał mą dłoń, a ja mogłam wyczuć jego zdenerwowanie. Dlaczego miałam wrażenie, że Bóg właśnie nas przejrzał? "Dlaczego macie na sobie liście?" zapytał ciekawie Bóg, mimo iż na pewno znał odpowiedź. "Czuliśmy się nadzy i było nam zimno." odparł zgodnie z prawdą Adam. Bóg westchnął smutno krzyżując ręce na piersi. "Zjedliście owoc, którego zakazałem wam jeść, prawda?" popatrzył na nas zrezygnowany. Adam nic nie powiedział i nikt nie odzywał się przez dłuższy czas. Dopiero ja przełamałam tą ciszę. "Wąż powiedział, że dzięki niemu będziemy silniejsi nawet od ciebie.." powiedziałam niepewnie, ale Bóg od razu mi przeszkodził i wszedł w pół słowa. "To był szatan pod postacią węża, jak mogliście dać się nabrać?" prychnął. Szydził nami. "Popełniliście grzech, zrobiliście coś, czego zakazałem wam robić. Zdradziliście mnie. Jak mogliście? Zaufałem wam, a wy okazaliście się zwykłymi grzesznikami. Idźcie teraz precz z mojego raju, żyjcie samotnie na ziemi!". Oślepiająca jasność biła od Boga i nagle po jego obydwu stronach pojawili się dwaj aniołowie, którzy zaczęli nas wyganiać. Cichy płacz wstrząsał moim ciałem a Adam opatulił mnie ramieniem i zaczął uciekać w kierunku wyjścia z raju. Anioły strzelały do nas parzącą światłością. Nie mogliśmy zrobić już nic. Wygnano nas z raju, z raju który był naszym jedynym i bezpiecznym domem. A to wszystko była moja wina. Dałam się omamić jakiemuś wężowi. Dlaczego poprzednio nie było to dla mnie takie podejrzane? Dlaczego muszę być taka naiwna? Chciałam dobrze, chciałam, żeby Adam był szczęśliwy dzięki mnie, chciałam, żeby pokochał mnie mocniej, ale teraz..? Teraz na pewno mnie znienawidził, zepsułam mu życie. Zepsułam życie wszystkim.
#9 ucieczka
Adam patrzył na mnie wyczekująco a ja na niego. "I jak?" zapytałam pełna emocji. Adam połknął kawałek który jadł i wzruszył ramionami. "Chyba nie czuję różnicy" stwierdził "Ale może to kwestia czasu.. sama spróbuj." podał mi owoc. Przyjęłam go trochę zdziwiona. "Ale tak to będę tak samo silna jak ty.." powiedziałam niepewnie. Adam położył dłoń na moim policzku i pogładził go delikatnie kciukiem uśmiechając się do mnie lekko. "W takim razie będziemy razem najpotężniejsi." odparł a ja uśmiechnęłam się do niego lekko i ugryzłam owoc. Nie poczułam różnicy, ale dopiero teraz zauważyłam to, że jestem naga. Zresztą Adam tez był nagi. Poczułam wiatr, który nieprzyjemnie owiał moje ciało, przez co przeszły mnie zimne dreszcze. "Adamie.. my.. jesteśmy nadzy." zacisnęłam usta szybko zrywając jakiś większy liść i zakryłam moje miejsca intymne. Adam zmarszczył brwi. "Dlaczego dopiero teraz to zauważyliśmy?" zrobił to samo co ja biorąc liść. Poczułam wstyd, bo przez cały ten czas, Adam widział mnie nagą, tak samo zwierzęta i Bóg. Ah, Bóg. "Musimy się schować przed Bogiem, nie może się dowiedzieć, że zjedliśmy owoc." powiedziałam szybko. "Masz rację. Nie możemy wrócić do szałasu, bo tam na pewno przyjdzie. Musimy gdzieś uciec." powiedział poważnie chwytając moją dłoń. Pobiegliśmy w góry, chowając się za skałami. Gdy nadeszła noc dygotałam z zimna, pierwszy raz odczuwając coś takiego. Mimo, że Adam tulił mnie do siebie to wiedziałam, że także jest mu zimno. Dlaczego wcześniej tego nie czuliśmy?
#8 adam je owoc
Adam jadł własnie dziwne malutkie zielone owocki, gdy do niego przybiegłam. "Spróbuj Ewo, to oliwki. Są pyszne!" uśmiechnął się do mnie uradowany. "Nie, nie Adamie nie teraz. Muszę ci coś powiedzieć." odparłam trochę ciszej. Adam zmarszczył brwi zdezorientowany "Co takiego?" zapytał. "Musi to pozostać między nami, nie możesz powiedzieć tego Bogu, dobrze?" powiedziałam prawie szeptem na wypadek gdyby Bóg był gdzieś w pobliżu. "Ewo o czym ty mówisz?" zapytał spokojnie Adam. Wzięłam głęboki wdech. "Byłam przy zakazanym owocu." Oczy Adama w sekundzie zrobiły się okrągłe jak spodki. "Spotkałam tam węża i nie uwierzysz co mi powiedział. Jak myślisz, dlaczego Bóg zakazał nam jeść owoce z tamtego drzewa? Myślałeś nad tym kiedykolwiek?" Skrzyżowałam ręce na piersi patrząc na niego. Adam był zmieszany i niespokojny, mogłam to zauważyć. "P-po prostu nie można ich jeść i już. Taka jest zasada. " powiedział Adam patrząc mi w oczy. "To żadna zasada." prychnęłam "Bóg jest po prostu samolubny. W owocach z tego drzewa drzemie potężna siła, dzięki której można być potężniejszym od Boga. Będziesz niezniszczalny i władczy, czy nie o tym właśnie marzyłeś, Adamie?" powiedziałam nie spuszczając z jego nerwowych oczu wzroku. "Cóż ja... A skąd o tym w ogóle wiesz?" odzyskał nagle pewność siebie. Westchnęłam tylko podirytowana. "Mówię ci, że rozmawiałam z wężem. Powiedział, że był przyjacielem Boga, czy coś, i o co dokładnie chodzi z tym owocem. On na pewno nie kłamie... Adamie, będziesz silniejszy od samego Boga biorąc chociaż jeden gryz z tego owocu, nie rozumiesz?" zawołałam rozpościerając ramiona. Adam patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem jakby rozważając moje słowa. "Chyba Bóg nie zauważy, jak wezmę tylko jeden kawałek, czyż nie?" uśmiechnął się do mnie po chwili. Uradowana odwzajemniłam szeroki uśmiech. "W takim razie chodźmy!" pociągnęłam Adama za rękę w stronę tego tajemniczego drzewa. Stojąc już pod nim, bez żadnych skrupułów, zerwałam dla Adama owoc i podałam mu go. Adam z początku obejrzał go dokładnie i stwierdził, że 'wygląda przeciętnie'. Wzruszył ramionami i zatopił swe usta w owocu gryząc jego kawałek. Patrzyłam na niego cały czas wstrzymując oddech. Wreszcie marzenie Adma się spełni, a to wszystko dzięki mnie. Może dzięki temu Adam pokocha mnie mocniej?
#7 wąż
Kolejne dni mijały. Nie wiem, czy pogodziłam się z Adamem. On chyba nadal w głębi serca ma mi za złe to co mu powiedziałam. Jednakże Bóg powiedział mi, że rozmawiał o tym z Adamem i wszystko mu wyjaśnił. Adam mnie przeprosił, a potem było już chyba dobrze. Znowu chodziliśmy wszędzie razem śmiejąc się i rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Pewnego słonecznego dnia, Adam powiedział, żebyśmy poszli na spacer najeść się owoców. Trzymając się za ręce wkroczyliśmy do sadów i zaczęliśmy próbować wszystkich owoców. Cytryna to bardzo kwaśny owoc, ale banany są pyszne, tak samo jak pomarańcze, gruszki czy winogrona. Kiedy tylko Adam oddalił się trochę, weszłam w głębszą część sadu, w poszukiwaniu nowych, smaczniejszych owoców. I w tedy trafiłam na to drzewo. Drzewo na którym rósł zakazany owoc, którego nikt nie mógł zjeść. Podeszłam bliżej, kuszona przez jego lśniący w promieniach słońca czerwony, soczysty kolor. Przypatrzyłam się dokładnie owocu z bliska, z odległości może niecałego metra. Wyglądał zupełnie zwyczajnie, jak czerwona pomarańcza. "Zjedz go Ewo" usłyszałam nagle syknięcie i aż podskoczyłam widząc mówiącego do mnie węża na drzewie. Patrzył na mnie czerwonymi ślepiami, zupełnie nie podobnymi do oczu innych zwierząt. Odsunęłam się minimalnie. "Nie mogę go zjeść, Bóg tego zakazał." odparłam pewnie. Wąż wybuchł śmiechem. "A myślisz, że dlaczego nikt nie może go zjeść?" prychnął "Bóg po prostu się boi, bo ten owoc sprawia, że jest się jeszcze bardziej potężniejszym od niego. Oj, widzę, że mój stary przyjaciel Bóg nadal chce rządzić światem samotnie." zaskrzeczał śmiejąc się i zniknął w koronach drzew. Dokładnie przetrawiłam jeszcze raz słowa, które wypowiedział do mnie wąż. Czyli jeżeli zje się ten owoc, to będzie się potężnym, mocnym i niezniszczalnym niczym Bóg? Od razu pomyślałam o Adamie. Przecież to on marzył o tym, żeby być mocnym i silnym. Może gdyby Adam zjadł owoc, jego marzenie by się spełniło? Uradowana i w podskokach pobiegłam w stronę Adama. Wreszcie Adam będzie w pełni szczęśliwy dzięki mnie.
Pewnego słonecznego dnia, Adam powiedział, żebyśmy poszli na spacer najeść się owoców. Trzymając się za ręce wkroczyliśmy do sadów i zaczęliśmy próbować wszystkich owoców. Cytryna to bardzo kwaśny owoc, ale banany są pyszne, tak samo jak pomarańcze, gruszki czy winogrona. Kiedy tylko Adam oddalił się trochę, weszłam w głębszą część sadu, w poszukiwaniu nowych, smaczniejszych owoców. I w tedy trafiłam na to drzewo. Drzewo na którym rósł zakazany owoc, którego nikt nie mógł zjeść. Podeszłam bliżej, kuszona przez jego lśniący w promieniach słońca czerwony, soczysty kolor. Przypatrzyłam się dokładnie owocu z bliska, z odległości może niecałego metra. Wyglądał zupełnie zwyczajnie, jak czerwona pomarańcza. "Zjedz go Ewo" usłyszałam nagle syknięcie i aż podskoczyłam widząc mówiącego do mnie węża na drzewie. Patrzył na mnie czerwonymi ślepiami, zupełnie nie podobnymi do oczu innych zwierząt. Odsunęłam się minimalnie. "Nie mogę go zjeść, Bóg tego zakazał." odparłam pewnie. Wąż wybuchł śmiechem. "A myślisz, że dlaczego nikt nie może go zjeść?" prychnął "Bóg po prostu się boi, bo ten owoc sprawia, że jest się jeszcze bardziej potężniejszym od niego. Oj, widzę, że mój stary przyjaciel Bóg nadal chce rządzić światem samotnie." zaskrzeczał śmiejąc się i zniknął w koronach drzew. Dokładnie przetrawiłam jeszcze raz słowa, które wypowiedział do mnie wąż. Czyli jeżeli zje się ten owoc, to będzie się potężnym, mocnym i niezniszczalnym niczym Bóg? Od razu pomyślałam o Adamie. Przecież to on marzył o tym, żeby być mocnym i silnym. Może gdyby Adam zjadł owoc, jego marzenie by się spełniło? Uradowana i w podskokach pobiegłam w stronę Adama. Wreszcie Adam będzie w pełni szczęśliwy dzięki mnie.
piątek, 2 października 2015
#6 kłótnia
Pewnego deszczowego dnia, razem z Adamem wyruszyliśmy w góry na koniach. Lekka mżawka leciała z nieba, ale mimo to było pogodnie. Świetnie się z Adamem bawiliśmy gdy nasze konie przeskakiwały przez strumyki i doliny. Po pewnym czasie, gdy z zza chmur wyłoniło się słońce a deszcz przestał padać, Adam zaproponował abyśmy zrobili sobie postój będąc już na samym szczycie. Ścigaliśmy się, kto pierwszy dotrze na szczyt. Oczywiście pierwszy był Adam - nie mogłam odebrać mu tej satysfakcji, więc pod koniec szepnęłam mojemu koniowi na ucho aby zwolnił. Adam potem radował się, że wygrał ze mną a ja mu tylko pogratulowałam z uśmiechem na ustach. Oparliśmy się obydwoje o pień drzewa rosnącego na soczyście zielonej polanie, na której pasły się owce. Położyłam głowę na ramieniu Adama a on objął mnie czule ramieniem. Naprawdę razem było nam dobrze. Czułam jakbyśmy się uzupełniali, niczym słońce i księżyc, byli samowystarczalni. Może to dlatego, bo powstałam z żebra Adama? Westchnęłam tylko cicho na to wspomnienie, gdy Bóg mi o tym powiedział. Oczywiście Adam o niczym nie wiedział, ale Bóg stwierdził, że tak czy owak, muszę mu to kiedyś powiedzieć. Pomyślałam, że teraz może być ten moment, więc zaczęłam cicho i chyba zupełnie nie potrzebnie "Um.. Adamie? Musze ci coś powiedzieć." wyplątałam się z jego objęć siadając tak aby dobrze widzieć jego idealną twarz. Patrzył na mnie swoimi wielkimi, szmaragdowymi oczami przeszywając mnie na wskroś. "Tak Ewo?" spytał a cień uśmiechu czaił się na jego twarzy. Wzięłam głęboki wdech. "Słuchaj, wiesz skąd się w ogóle wzięłam?" Adam zaprzeczył. "Chyba nie pojawiłam się znikąd, no dalej, jak myślałeś, skąd się tu znalazłam." powiedziałam. Adam powiedział, że było to dla niego zagadką i miał oto spytać, ale bał się, że mogę być tylko wytworem jego wyobraźni i że w każdej chwili zniknę. Dziwna sugestia, nie powiem. "Jestem zrobiona z twojego żebra." powiedziałam w końcu a Adam zmarszczył brwi nie do końca chyba rozumiejąc moje słowa. "Bóg wyjął twoje żebro gdy spałeś i ulepił mnie z niego. Gdy się narodziłam, nakazał mi towarzyszyć ci." Adam nagle wstał. Chyba niekoniecznie chciał to usłyszeć. "Że co? To niemożliwe!" zawołał przeszywając mnie swoim wzrokiem. "Mam dwoje żeber! Zobacz!" dotknął miejsca w którym powinno znajdować się jego prawe żebro. Ale go tam nie było. "Twoje żebro jest tutaj." powiedziałam spokojnie wstając i położyłam dłoń na moim prawym żebru. Adam nie był zachwycony i krzyknął tylko "Okłamujesz mnie! To nieprawda!" po czym wsiadł na konia i odjechał jak najprędzej.
środa, 30 września 2015
#5 tęcza
"Ewo! Ewo! Wstawaj,szybko!" usłyszałam i poczułam szturchanie w ramię. Przetarłam oczy dłonią i zaspana spojrzałam na Adama, który wydawał się być czymś bardzo przejęty. "Czy coś się stało?" zapytałam siadając naprzeciw niego. Szeroki uśmiech gościł na jego twarzy i ściskał w swoich dłoniach moją dłoń. "Na niebie są kolory! I to nie tylko niebieski!" zawołał uradowany "Jest też czerwony, taki jak róże i zielony niczym twoje oczy!". Zmarszczyłam lekko brwi dziwiąc się na jego słowa "O czym ty mówisz?" zapytałam, a Adam wyciągnał mnie szybko z szałasu. Nadal padał deszcz, który jak się okazało wcale nie był szkodliwy, a słońce na niebie mocno grzało. Gdy uniosłam głowę aby dostrzec to co Adam chciał mi pokazać, rzeczywiście na niebie ujrzałam kolorowe smugi formujące się pasiasty łuk. Co to było?! Stałam jak oniemiała a uśmiechnięty Adam ściskał moją dłoń. "Czy to nie jest cudowne?" zaśmiał się dźwięcznie a ja tylko uśmiechnęłam się zachwycona. Byłam naprawdę w nie małym szoku. Nie wiedziałam, że nasze niebo tak potrafi. "Ale skąd się to wzięło?" spytałam odrywając wzrok od cudownych kolorów i spojrzałam na Adama, który posłał mi ciepły uśmiech. Położyliśmy się obok siebie na trawie, a malutkie kropelki lśniącego w słońcu deszczu przyjemnie muskały naszą skórę. Napawiając się pięknym widokiem barw na niebie, Adam zaczął mi opowiadać o dziwnym zjawisku. Wytłumaczył mi, że spotkał Boga, gdy spałam. Zapytał się co to jest, te piękne kolory na niebie, a on odpowiedział mu że nazywa się to tęczą. Pojawia się, kiedy wychodzi słońce i pada deszcz jednocześnie. Podobno rzadko można się z takim czymś spotkać. Długo jeszcze leżeliśmy tak razem z Adamem, dopóki nie przestał padać deszcz a tęcza i słońce powoli znikały, ustępując miejsca księżycowi i gwiazdom.
A więc cudowne zjawisko, które wymalowało się dzisiaj przed nami było tęczą. "Jak pięknie byłoby być tak wyczekiwaną, urodziwą i ważną dla wszystkich tęczą" westchnęłam cicho gdy leżeliśmy już razem z Adamem w szałasie szykując się do snu. Nie powiedziałam tego jednak na głos, nie chciałam aby Adam to usłyszał.
A więc cudowne zjawisko, które wymalowało się dzisiaj przed nami było tęczą. "Jak pięknie byłoby być tak wyczekiwaną, urodziwą i ważną dla wszystkich tęczą" westchnęłam cicho gdy leżeliśmy już razem z Adamem w szałasie szykując się do snu. Nie powiedziałam tego jednak na głos, nie chciałam aby Adam to usłyszał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






