Pewnego deszczowego dnia, razem z Adamem wyruszyliśmy w góry na koniach. Lekka mżawka leciała z nieba, ale mimo to było pogodnie. Świetnie się z Adamem bawiliśmy gdy nasze konie przeskakiwały przez strumyki i doliny. Po pewnym czasie, gdy z zza chmur wyłoniło się słońce a deszcz przestał padać, Adam zaproponował abyśmy zrobili sobie postój będąc już na samym szczycie. Ścigaliśmy się, kto pierwszy dotrze na szczyt. Oczywiście pierwszy był Adam - nie mogłam odebrać mu tej satysfakcji, więc pod koniec szepnęłam mojemu koniowi na ucho aby zwolnił. Adam potem radował się, że wygrał ze mną a ja mu tylko pogratulowałam z uśmiechem na ustach. Oparliśmy się obydwoje o pień drzewa rosnącego na soczyście zielonej polanie, na której pasły się owce. Położyłam głowę na ramieniu Adama a on objął mnie czule ramieniem. Naprawdę razem było nam dobrze. Czułam jakbyśmy się uzupełniali, niczym słońce i księżyc, byli samowystarczalni. Może to dlatego, bo powstałam z żebra Adama? Westchnęłam tylko cicho na to wspomnienie, gdy Bóg mi o tym powiedział. Oczywiście Adam o niczym nie wiedział, ale Bóg stwierdził, że tak czy owak, muszę mu to kiedyś powiedzieć. Pomyślałam, że teraz może być ten moment, więc zaczęłam cicho i chyba zupełnie nie potrzebnie "Um.. Adamie? Musze ci coś powiedzieć." wyplątałam się z jego objęć siadając tak aby dobrze widzieć jego idealną twarz. Patrzył na mnie swoimi wielkimi, szmaragdowymi oczami przeszywając mnie na wskroś. "Tak Ewo?" spytał a cień uśmiechu czaił się na jego twarzy. Wzięłam głęboki wdech. "Słuchaj, wiesz skąd się w ogóle wzięłam?" Adam zaprzeczył. "Chyba nie pojawiłam się znikąd, no dalej, jak myślałeś, skąd się tu znalazłam." powiedziałam. Adam powiedział, że było to dla niego zagadką i miał oto spytać, ale bał się, że mogę być tylko wytworem jego wyobraźni i że w każdej chwili zniknę. Dziwna sugestia, nie powiem. "Jestem zrobiona z twojego żebra." powiedziałam w końcu a Adam zmarszczył brwi nie do końca chyba rozumiejąc moje słowa. "Bóg wyjął twoje żebro gdy spałeś i ulepił mnie z niego. Gdy się narodziłam, nakazał mi towarzyszyć ci." Adam nagle wstał. Chyba niekoniecznie chciał to usłyszeć. "Że co? To niemożliwe!" zawołał przeszywając mnie swoim wzrokiem. "Mam dwoje żeber! Zobacz!" dotknął miejsca w którym powinno znajdować się jego prawe żebro. Ale go tam nie było. "Twoje żebro jest tutaj." powiedziałam spokojnie wstając i położyłam dłoń na moim prawym żebru. Adam nie był zachwycony i krzyknął tylko "Okłamujesz mnie! To nieprawda!" po czym wsiadł na konia i odjechał jak najprędzej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz