Następnego dnia, gdy tylko się obudziłam spojrzałam na śpiącego Adama, który wyglądał tak niewinnie i spokojnie. Po zjedzeniu zakazanego owocu, nie czułam się jakoś inaczej, oprócz tego, że było mi nadal zimno (mimo, że świeciło słońce) i wolałam być opatulona liśćmi przy Adamie czując wstyd. Po kilku chwilach obudził się także Adam. Przywitał mnie lekkim uśmiechem po czym wstał i stwierdził, że musimy zmienić położenie, aby Bóg nas nie znalazł. Chodząc po polach i łąkach, ukrywając się wśród drzew czy strumyków, nagle usłyszeliśmy obydwoje bardzo znajomy nam głos. "Adamie? Ewo?". Zastygliśmy w miejscu chowając się za drzewem. Zieloną alejką szedł nikt inny jak Bóg a za nim formowała się świetlna poświata. Wyglądał na zmartwionego i chyba nas szukał. "Adamie? Ukrywacie się przede mną? Proszę wyjdźcie mi na spotkanie, tak dawno was nie widziałem." powiedział i nagle spojrzał prosto w naszą stronę, po czym na jego twarzy uformował się szeroki uśmiech. "Już po nas" - pomyślałam przerażona. Adam westchnął i wyszedł z ukrycia ciągnąc mnie za sobą. Skąd wiedział, że akurat tam się ukrywamy? Spuściłam wzrok a Bóg popatrzył na nas dziwnie. "Oh witajcie." powiedział dokładnie nas lustrując. "Witaj, Boże." powiedzieliśmy zgodnie. Adam mocno ściskał mą dłoń, a ja mogłam wyczuć jego zdenerwowanie. Dlaczego miałam wrażenie, że Bóg właśnie nas przejrzał? "Dlaczego macie na sobie liście?" zapytał ciekawie Bóg, mimo iż na pewno znał odpowiedź. "Czuliśmy się nadzy i było nam zimno." odparł zgodnie z prawdą Adam. Bóg westchnął smutno krzyżując ręce na piersi. "Zjedliście owoc, którego zakazałem wam jeść, prawda?" popatrzył na nas zrezygnowany. Adam nic nie powiedział i nikt nie odzywał się przez dłuższy czas. Dopiero ja przełamałam tą ciszę. "Wąż powiedział, że dzięki niemu będziemy silniejsi nawet od ciebie.." powiedziałam niepewnie, ale Bóg od razu mi przeszkodził i wszedł w pół słowa. "To był szatan pod postacią węża, jak mogliście dać się nabrać?" prychnął. Szydził nami. "Popełniliście grzech, zrobiliście coś, czego zakazałem wam robić. Zdradziliście mnie. Jak mogliście? Zaufałem wam, a wy okazaliście się zwykłymi grzesznikami. Idźcie teraz precz z mojego raju, żyjcie samotnie na ziemi!". Oślepiająca jasność biła od Boga i nagle po jego obydwu stronach pojawili się dwaj aniołowie, którzy zaczęli nas wyganiać. Cichy płacz wstrząsał moim ciałem a Adam opatulił mnie ramieniem i zaczął uciekać w kierunku wyjścia z raju. Anioły strzelały do nas parzącą światłością. Nie mogliśmy zrobić już nic. Wygnano nas z raju, z raju który był naszym jedynym i bezpiecznym domem. A to wszystko była moja wina. Dałam się omamić jakiemuś wężowi. Dlaczego poprzednio nie było to dla mnie takie podejrzane? Dlaczego muszę być taka naiwna? Chciałam dobrze, chciałam, żeby Adam był szczęśliwy dzięki mnie, chciałam, żeby pokochał mnie mocniej, ale teraz..? Teraz na pewno mnie znienawidził, zepsułam mu życie. Zepsułam życie wszystkim.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz